Jeśli uważacie tak samo jak ja, że listopad jest bardzo depresyjnym miesiącem i macie ochotę przeczytać coś klimatycznego i dość smutnego, to serdecznie zapraszam.
Cały czas mam w pamięci tamtą majową noc. Gdy tak leżeliśmy
w wysokiej trawie, a ja przytulałam się do Twojego ramienia. Wdychałam cudowną
woń Twoich perfum i patrzyłam w jasne, błyszczące oczy. Wtedy nic oprócz nas
nie miało znaczenia. Liczyło się tylko tu i teraz. Czułe słowa, zapewnienia.
Wszystko miało sens i głęboką wartość. Ciągle mam w głowie dźwięk Twojego głosu
gdy mówiłeś „kocham”. Gdy szeptałeś, że jestem najważniejsza. Nadal czuje Twoje
pocałunki na mojej szyi. Delikatny dotyk dłoni. Czas dla nas nie istniał.
Ludzie w oddali. Nic. Tylko
my. I cicho grające „In my time of need”. Czułam, że dotykam nieba.
Wierzyłam w to, że mnie potrzebujesz. Musujące uczucie szczęścia uderzyło mi do
głowy niczym szampan. Wierzyłam.
Ale jakie to ma teraz znaczenie? Teraz nie ma nic. Nie ma nas. Nie ma Ciebie. Nie ma Ciebie przy mnie. Zostały tylko fotografie, których nie potrafię wyrzucić. Wspomnienia, których nie potrafię wymazać. I łzy płynące po policzkach w każdą noc. Gdy zapada mrok, ciemność otula również moje serce. Serce, które tak bardzo domaga się Twojej bliskości.
Nadal nie mogę pogodzić się z tym, że nie mam już Ciebie. W sumie mogłam to przewidzieć. To przecież były tylko słowa. Puste w dodatku.
Dlaczego one są takie ważne? To one wynoszą nas do gwiazd i ściągają na dno. A te, które okazują się fałszywe bolą najbardziej. Słodkie jak czekolada zakrapiane kłamstwem. Takie smakują najlepiej. Dopiero później odczuwamy gorycz, którą po sobie pozostawiają.
Żeby to była tylko gorycz.
To ból. Ból w najgorszej postaci. Psychiczny. Ten, którego nie da się uleczyć w żaden sposób. Sieje spustoszenie w naszych głowach, szaleje w naszych sercach. I nijak nie da się go ugasić.
Ty jesteś jedynym lekarstwem. Tylko ty możesz mnie naprawić. Sens mojego życia odszedł wraz z Tobą. Zabrałeś mi wszystko. Zabrałeś mnie.
Zostały tylko łzy. Bolesne wspomnienia spędzają mi sen z powiek. Budzę się, krzycząc Twoje imię. Nie daję sobie rady.
Ale Ciebie to nie obchodzi. Ty jesteś gdzieś daleko, mówiąc te same puste słowa Jej.
Ona także w nie wierzy. Czy skończy tak jak ja? Nawet jeśli , to co z tego?
Nigdy nikogo nie darzyłam taką niechęcią jak ją. Niechęć. Ładnie powiedziane. To czysta nienawiść.
Ona także mnie niszczy. Zbyt wiele negatywnych emocji noszę w sobie.
Dlaczego nie mogę nie czuć nic?
A gdyby to wszystko skończyć? Czy byłoby lepiej? Może wtedy przestałabym odczuwać ból.
Za bardzo się boję. Przecież chcę żyć. Chcę, ale nie potrafię tak dłużej. Nie potrafię żyć bez Ciebie.
Nie potrafię. Nie mogę. Nie umiem. Nie chcę.
Co mam zrobić żebyś wrócił?
Potrzebuję Cię, kurwa. Tak bardzo Cię potrzebuje.
Nigdy nie będę taka jak ona. Nigdy Ci jej nie zastąpię. Wiem. Wiedziałam przecież od zawsze.
Tylko po co robiłam sobie nadzieję, że mi się uda?
Tak bardzo za Tobą tęsknie. Czuję, że wariuję. To chyba
paranoja.
Otacza mnie ciemna otchłań. Pogrążam się w pustce. Ogromna dziura w sercu po Twoim odejściu.
Nic nie jest w stanie jej zakleić.
Nic. Nikt. Nigdy.
Otacza mnie ciemna otchłań. Pogrążam się w pustce. Ogromna dziura w sercu po Twoim odejściu.
Nic nie jest w stanie jej zakleić.
Nic. Nikt. Nigdy.
To Ciebie kochałam.
Chociaż kochać można wiele osób. Ale Ciebie obdarzyłam tą wyjątkową miłością.
Jedną jedyną, na zawsze, do samego końca.
Koniec... On zbliża się nieubłaganie. Czuję to. Nie wytrzymam tak dłużej.
Gdy ostatni raz zamknę oczy, będę myśleć o Tobie.