środa, 26 listopada 2014

Depresyjny listopad

W dzisiejszym poście chciałam umieścić trochę mojej twórczości. Napisałam to już dawno, dawno i jakoś nie było okazji, żeby wcześniej się tym z kimś podzielić.
Jeśli uważacie tak samo jak ja, że listopad jest bardzo depresyjnym miesiącem i macie ochotę przeczytać coś klimatycznego i dość smutnego, to serdecznie zapraszam.


Cały czas mam w pamięci tamtą majową noc. Gdy tak leżeliśmy w wysokiej trawie, a ja przytulałam się do Twojego ramienia. Wdychałam cudowną woń Twoich perfum i patrzyłam w jasne, błyszczące oczy. Wtedy nic oprócz nas nie miało znaczenia. Liczyło się tylko tu i teraz. Czułe słowa, zapewnienia. Wszystko miało sens i głęboką wartość. Ciągle mam w głowie dźwięk Twojego głosu gdy mówiłeś „kocham”. Gdy szeptałeś, że jestem najważniejsza. Nadal czuje Twoje pocałunki na mojej szyi. Delikatny dotyk dłoni. Czas dla nas nie istniał. Ludzie w oddali. Nic. Tylko my. I cicho grające „In my time of need”. Czułam, że dotykam nieba. Wierzyłam w to, że mnie potrzebujesz. Musujące uczucie szczęścia uderzyło mi do głowy niczym szampan. Wierzyłam.

Ale jakie to ma teraz znaczenie? Teraz nie ma nic. Nie ma nas. Nie ma Ciebie. Nie ma Ciebie przy mnie. Zostały tylko fotografie, których nie potrafię wyrzucić. Wspomnienia, których nie potrafię wymazać. I łzy płynące po policzkach w każdą noc. Gdy zapada mrok, ciemność otula również moje serce. Serce, które tak bardzo domaga się Twojej bliskości.
Nadal nie mogę pogodzić się z tym, że nie mam już Ciebie. W sumie mogłam to przewidzieć. To przecież były tylko słowa. Puste w dodatku.

Dlaczego one są takie ważne? To one wynoszą nas do gwiazd i ściągają na dno. A te, które okazują się fałszywe bolą najbardziej. Słodkie jak czekolada zakrapiane kłamstwem. Takie smakują najlepiej. Dopiero później odczuwamy gorycz, którą po sobie pozostawiają.
Żeby to była tylko gorycz.
To ból. Ból w najgorszej postaci. Psychiczny. Ten, którego nie da się uleczyć w żaden sposób. Sieje spustoszenie w naszych głowach, szaleje w naszych sercach. I nijak nie da się go ugasić.

Ty jesteś jedynym lekarstwem. Tylko ty możesz mnie naprawić. Sens mojego życia odszedł wraz z Tobą. Zabrałeś mi wszystko. Zabrałeś mnie.
Zostały tylko łzy. Bolesne wspomnienia spędzają mi sen z powiek. Budzę się, krzycząc Twoje imię.  Nie daję sobie rady.
 Ale Ciebie to nie obchodzi. Ty jesteś gdzieś daleko, mówiąc te same puste słowa Jej.
Ona także w nie wierzy. Czy skończy tak jak ja? Nawet jeśli , to co z tego?
 Nigdy nikogo nie darzyłam taką niechęcią jak ją. Niechęć. Ładnie powiedziane. To czysta nienawiść.
Ona także mnie niszczy. Zbyt wiele negatywnych emocji noszę w sobie.
Dlaczego nie mogę nie czuć nic?

A gdyby to wszystko skończyć? Czy byłoby lepiej? Może wtedy przestałabym odczuwać ból.
Za bardzo się boję. Przecież chcę żyć. Chcę, ale nie potrafię tak dłużej. Nie potrafię żyć bez Ciebie.
Nie potrafię. Nie mogę. Nie umiem. Nie chcę.
Co mam zrobić żebyś wrócił?
Potrzebuję Cię, kurwa. Tak bardzo Cię potrzebuje.
Nigdy nie będę taka jak ona. Nigdy Ci jej nie zastąpię. Wiem. Wiedziałam przecież od zawsze.
Tylko po co robiłam sobie nadzieję, że mi się uda?
Tak bardzo za Tobą tęsknie. Czuję, że wariuję. To chyba paranoja.
Otacza mnie ciemna otchłań. Pogrążam się w pustce. Ogromna dziura w sercu po Twoim odejściu.
Nic nie jest w stanie jej zakleić.
Nic. Nikt. Nigdy.
To Ciebie kochałam.
Chociaż kochać można wiele osób. Ale Ciebie obdarzyłam tą wyjątkową miłością. Jedną jedyną, na zawsze, do samego końca.

Koniec... On zbliża się nieubłaganie. Czuję to. Nie wytrzymam tak dłużej.
Gdy ostatni raz zamknę oczy, będę myśleć o Tobie.




wtorek, 25 listopada 2014

Od czegoś trzeba zacząć

Witajcie. Któregoś pięknego dnia postanowiłam, że założę bloga. Było to już jakiś czas temu. Blog istnieje od pewnego czasu, jednak nie mogłam się zebrać, żeby cokolwiek na niego dodać. W końcu jednak zabrałam się za to.
Nie mogę, nie potrafię, nie chcę określić konkretnej tematyki bloga. Zamierzam tu umieszczać mnóstwo różnych rzeczy, począwszy od zdjęć, na wspomnieniach skończywszy.

Na początek chciałabym umieścić tutaj zdjęcia z dzisiejszej sesji. Nietypowo występowałam tylko w roli fotografa. Dziękuję mojej kochanej modelce, że mimo niskiej temperatury, tak ślicznie dla mnie pozowała.
Zdjęcia robione były na stacji Łódź Marysin.