piątek, 23 stycznia 2015

Trochę szczęścia

Dzisiaj mam wyjątkowo dobry humor, a więc post również będzie wesoły. Zwłaszcza jeśli porównamy go do mojej poprzedniej twórczości.
Już dawno odkryłam, że najlepszym sposobem na szczęście, jest cieszenie się z małych rzeczy. W tym poście opiszę te malutkie drobiazgi, które wywołują uśmiech na mojej twarzy. Jest ich naprawdę bardzo dużo, jednak wypiszę tylko te, dzięki którym mój nastrój najbardziej się poprawia.

1.Pierwsza rzecz, która od razu przychodzi mi do głowy, gdy wypowiem słowo  „szczęście”, są koncerty. Uczucie towarzyszące mi za każdym razem, gdy widzę na scenie zespół, który lubię jest nie do opisania. Myślę, że zrozumieją to tylko osoby również chadzające na tego typu wydarzenia.
To oczekiwanie przed pojawieniem się artystów, eksplozja szczęścia, gdy już się pojawią, euforia płynąca w żyłach przez cały gig. Coś cudownego. Już nie wspomnę o radości wywołanej przez zespół rozdający autografy po koncercie. Słowa nie oddadzą adrenaliny, która towarzyszy podczas śpiewania, machania głową i tańczenia pogo.                                      
                                         

2.Skoro były koncerty, musi się pojawić i sama muzyka. Ona jest ogromną częścią mojego życia
i naprawdę wiele dla mnie znaczy. Mogłabym o niej napisać bardzo długi, osobny post i zapewne kiedyś to zrobię. Teraz tylko skrótowo napiszę, jak wielka jest moja miłość do muzyki. Nic mnie tak nie uspokaja, nic nie daje takiego ukojenia, jak dźwięki płynące z głośników. Nic nie daje takiej radości jak wsłuchiwanie się w melodię. Nic.
3.Książki. Tak, uwielbiam przenosić się w świat fikcji literackiej. Kocham uczucie, podczas którego zaczynam żyć życiem bohaterów przedstawionych w powieści. Literatura jest moją kolejną wielką miłością. Od wczesnego dzieciństwa książki towarzyszyły mi na każdym kroku. Pamiętam jak byłam malutka i mama czytała mi „Dzieci z Bullerbyn” na dobranoc. Nic tak nie pozwala zapomnieć o własnych problemach, jak czytanie o świecie pełnym przygód i niesamowitych zdarzeń. 
4.Kawa jest jednym z moich małych uzależnień. Uwielbiam jej zapach i smak. Na nią nigdy nie szkoda mi pieniędzy. Zawsze, gdy jestem na mieście, piję kawę ze znajomymi. W domu również bardzo często raczę się tym wyjątkowym płynem.  Jedną z moich ulubionych kaw jest Carmel Macchiato w Starbucksie. Jeszcze żadna kawa nie smakowała mi tak bardzo jak tamta. Również polecam gorąco Orange Mocha z McDonalda. Cudowny posmak pomarańczy sprawia, że można się zakochać już od pierwszego spróbowania.
5.Słodycze. Zwłaszcza czekolada. Nic tak nie przyspiesza produkcji endorfin jak ona. Taka mała rzecz, a jak cieszy. Nie wyobrażam sobie przetrwania jesieni bez tych magicznych tabliczek. Tylko one potrafią pokonać moją jesienną depresję. Najbardziej kocham milkę oreo. To zdecydowanie moja ulubiona czekolada. Zakochałam się w niej od pierwszego spróbowania. Kolejną, którą uwielbiam jest czekolada z chilli. Lepszej chyba nie jadłam. Jednak zasoby mojego portfela niezbyt często pozwalają mi na tak luksusowy poprawiacz nastroju. 
6.Najlepsze lekarstwo na zły humor? Oczywiście przyjaciele. Nawet gdy mój smutek osiąga apogeum, oni i tak potrafią wywołać uśmiech na mojej twarzy. Dopóki mi towarzyszą, problemy trzymają się ode mnie z daleka. Wiem, że mogę na nich liczyć w każdej sytuacji. Cudownie jest mieć poczucie, że ma się wokół siebie takie wspaniałe osoby. 
7.Od przyjaciół wymienionych w poprzednim punkcie, więcej radości daje mi tylko moja najlepsza przyjaciółka. Nikt nie rozumie mnie tak doskonale jak ona. Zawsze mnie wysłucha. Może nie rozwiąże wszystkich moich problemów, ale przynajmniej spróbuje mi pomóc. Ewentualnie mnie rozśmieszy. Najlepsze jest to, że mogę z nią nie tylko pogadać, ale także bez skrępowania pomilczeć. Czuję się przy niej naprawdę swobodnie. Jest nienormalna, nieidealna, ale kocham ją najmocniej na świecie <3 
8.Jestem dość nietypową kobietą. Owszem kocham zakupy, jednak sprawianie sobie nowych ubrań i akcesoriów nie daje mi zbyt dużej radości. Jednie nabywanie książek i płyt wywołuje we mnie uczucie szczęścia. Nic tak nie poprawia nastroju jak nowe CD albo lektura. 
9.Uśmiech na mojej twarzy zawsze wywołuje mój szynszyl. Ta puchata kulka za każdym razem poprawia mi nastrój. Mimo tego, że często mnie denerwuje, gryzie co popadnie, włazi tam gdzie nie trzeba i robi ogromny bałagan, nie wyobrażam sobie, by mogło go zabraknąć. Wystarczy, że się do niego przytulę i od razu się uspokajam.
10.Zdjęcia. Uwielbiam je robić i oglądać. Najwięcej szczęścia dają te, które przypominają minione chwile, spędzone z ważnymi dla mnie ludźmi. Bardzo często do nich wracam. Zabawa w fotografa również przynosi wiele radości. Kocham uwieczniać trwające chwilę za pomocą aparatu. Dźwięk migawki daje poczucie , że coś tak ulotnego, jednak zostanie gdzieś zapisane. Humor również poprawiają mi piękne zdjęcia i obrazki, na które natykam się codziennie w Internecie. Niektóre urzekają mnie bardzo mocno, doszukuję się w nich głębszego sensu i wywołują we mnie dziwną mieszaninę uczuć, w której na pewno znajdzie się jakaś cząstka szczęścia.  

11.Kolejnym niezawodnym lekarstwem na depresyjny nastrój jest wysiłek fizyczny. Jeśli o mnie chodzi, uwielbiam biegać. Nic tak nie leczy skołatanych nerwów jak kilka kółek wokół parku ze słuchawkami w uszach. Skupiam się na melodii i każdym kolejnym kroku. Zapominam o dręczących mnie problemach. Liczy się tylko przemierzony przeze mnie dystans. Po jakimś czasie, czuję rozpierające mnie szczęście niczym nadmuchujący się balon. Wpadam w trans, nie mogę się zatrzymać. I mam wrażenie, że mogę pobiec nawet na koniec świata. 
12.Nic tak nie poprawia mi nastroju, jak pewność, że dobrze wyglądam. Gdy się ładnie ubiorę, umaluję i ogólnie doprowadzę do stanu, w którym przestaję straszyć, czuję się świetnie. Rośnie moja pewność siebie, a z nią automatycznie poczucie szczęścia. Zdarza się to niezwykle rzadko, ale jednak. 
13.Miłość. Jest to jedno z najpiękniejszych uczuć. Nic nie daje takiego szczęścia, jak pewność, że jest się przez kogoś kochanym. Nic tego nie może zastąpić. To cudowne, gdy masz się o kogo troszczyć i wiesz, że ktoś również troszczy się o ciebie. Świadomość posiadania kogoś takiego wywołuje uczucie ogromnej euforii. Jednak dość często wielu osobom tego brakuje. W tym momencie również i mnie. Jednak cieszę się, że mogłam spróbować niezwykłego smaku miłości i wiem, że nic nie daje takiego szczęścia jak ona. 

14.Ostatnim punktem na mojej liście jest Warszawa. Kocham to miasto. Uwielbiam każdą wycieczkę do niego. Mam wrażenie, że tam jest jakoś inaczej niż w moim rodzinnym mieście. Gdy patrzę na tamte ulice, ciągle towarzyszy mi takie dziwne, trudne do określenia uczucie. Wrażenie, gdy pomyślę, że jeszcze całkiem niedawno kamienice były tylko szkieletami budynków jest niesamowite. Mnóstwo osób uważa, że nasza stolica wyróżnia się tylko szarością i brzydotą. Może jest w tym ziarno prawdy. Jednak uważam, że jest w niej również coś wyjątkowego. Jak bardzo nie lubię dużych tłumów, tak tam mi one zupełnie nie przeszkadzają. W tych ciągle spieszących się ludziach coś mnie fascynuje.
Te  wszystkich ulice, budynki. Budzą we mnie ogromną mieszaninę dziwnych uczuć. Kocham Warszawę. Zwłaszcza nocą. Gdy migoczę milionami świateł
Tak jeszcze na marginesie dodam, że ogromną zaletą Warszawy dla takiego miłośnika kawy jak ja, jest Starbucks. I warszawskie kluby muzyczne. One również sprawiają, że nie mogę jej nie lubić.

Jest to chyba mój najdłuższy post. O tym co sprawia, że czuję się szczęśliwa mogłabym pisać i pisać. Każdego z nas otacza mnóstwo rzeczy wywołujących uśmiech. Jednak ludzie za wszelką cenę nie chcą ich dostrzec. Wolą użalać się nad sobą, zamiast docenić to co mają i zacząć się z tego cieszyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz